Milý pane Bohušku…

czyli listy do Hrabala

porządkowanie rzeczywistości

Miły Panie Bohuszku, czasami życie bawi się na zmianę w chaos i pustkę. I choć przyznam szczerze, że chaos lubię, to pustka czasami bywa przerażająca. Chaos od zawsze otaczał mnie, moje myśli i uczył szybkiego wyciągania wniosków z tego, co się niespodziewanie przydarzyło, a ta dziwna pustka była mi dobrze znana w dzieciństwie, gdy pozostałe dzieci wyczuwały moje inne podejście do świata i nie bardzo chciały się ze mną bawić (a może to ja z nimi). Pustkę wypełniałam sobie mnóstwem zajęć, treningami, łażeniem po drzewach, przeprowadzaniem dziwnych eksperymentów z saletrą i cukrem, zabawą kupowanymi przez starszych kolegów petardami, jazdą na rowerze po lesie, czytaniem książek, majsterkowaniem w piwnicy ojca, próbami rzeźbienia w gipsie czy struganiem scyzorykiem łódek z kory drzew brudząc na balkonie czy ogródku, rozkładaniem na części pierwsze mechanicznych robocików czy autek mojego brata, a potem mniej lub bardziej udanymi próbami przywrócenia ich do życia. A gdy podrosłam zbyteczny wolny czas zapewniało mi uczenie się czegoś, ot tak, żeby wiedzieć i niestety części po latach już nie pamiętać.

I tak sobie myślę, że w gruncie rzeczy wszystko to, wszystkie te rzeczy były zapełniaczem pustki niwelującym zbyt dużą ilość wolnego czasu (albo wręcz go rozciągające).

Dzisiaj zrobiłam miejsce na biurku, wysypałam z dwóch litrowych butelek po Absolucie stos jednogroszówek. Wzięłam pierwsze dziesięć sztuk, w palcach zrobiłam słupek i postawiłam na stole. Potem odliczyłam z tej leżącej kupy następną dziesiątkę i przyłożyłam słupek do poprzedniego słupka. I tak ze stu groszy ułożyłam pierwszy połyskujący żółtą poświatą trójkąt równoramienny, prawie jak te, które były na pasiakach. I tak porządkując chaos butelkowy, prawie jak Pana ojciec rozbierający i składający na nowo swojego Oriona, porządkowałam też swoje myśli. Z każdym ułożonym słupkiem różnego rodzaju odcieni monet, wygładzały się moje różnobarwne myśli. I tak ułożyłam sobie na biurku, niczym dziecięce puzzle, prostokąt, cztery trójkąty i jedną małą klepsydrę, i już wiem, że w tych butelkach były cztery tysiące czterysta dziewiętnaście monet, i znów mam wrażenie, że czterdzieści i cztery prześladuje moje życie, romantyczna liczba znienawidzonego szybko wieszcza objawia się nawet w gotówce.

Ale wiem już też, że uporządkowane rzeczy zajmują mniej miejsca, nie tylko te materialne, dlatego myśli też poupychałam do odpowiednich szufladek, bo potrzebuję jeszcze miejsce na te nowe, które przyjdą. I już wiem, co jest w szufladce z napisem „lęki”, wiem co kryje skrzyneczka z marzeniami i pragnieniami, wiem, gdzie zakopałam skarb ze wspomnieniami, które dodają sił i wiem, gdzie zagrzebałam te, które ranią. I też wiem, gdzie szukać swojej magicznej szkatułki z pragmatycznym podejściem do świata. I to właśnie tę ostatnią gdzieś zgubiłam na wyboistej drodze życia, ale skoro już ją znalazłam, to od jutra zajmuje centralne miejsce, tuż pod ręką, by łatwo było z niej korzystać.

I tak Panie Bohuszku dowiedziałam się, że boję się tak jak pewnie i Pan się bał, czapki niewidki, którą zakładają sobie nawzajem na głowy ludzie, i tak bojąc się tego, tej niepamięci i obojętności, zakładam białą marynarską czapkę Pepina i pisząc coś od czasu do czasu za bezcen sprzedaję powoli swoje myśli i wspomnienia. A skoro mowa o pieniądzach, to myślę, że najwyższy czas puścić te monety znów do obieg, niech znów pływają w swoim morzu, niech tam błyszczą swoim blaskiem. Może kto inny podnosząc jedną z nich z ziemi znajdzie swoje szczęście i porządek. Ja już znalazłam przepis i składniki. Co z tego wyjdzie, kto wie, może zakalec, może bezkształtna masa, a może życie ze smakiem. Na pewno nie pustka.

18, Listopad, 2006 Posted by | Příliš hlučná samota | 2 komentarzy

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.