Milý pane Bohušku…

czyli listy do Hrabala

nie ma tego złego…

Miły Panie Bohuszku, minęła już najdłuższa noc w roku. Teraz każda następna będzie coraz krótsza, już może być tylko coraz jaśniej i jaśniej. Już w kolejce do wejścia na scenę, ustawiają się święta i sylwester, forpoczta następnego roku. A ja marzę wciąż o jednym – by móc się spokojnie wyspać, zamknąć oczy, wyłączyć mózg, dać odpocząć ciału i duszy. I tak leżę w łóżku, próbując zasnąć, zamknąć powieki i słucham muzyki… nieśmiertelny Queen na uszach i piękny utwór Too much love will kill you. I tak sobie myślę, że za mało tej miłości mi się przytrafiło, bo przecież żyję, bo przecież znowu cieszę się pięknymi zachodami słońca, i, co najważniejsze, cieszę się i życiem, i światem, i ludźmi, którzy mnie otaczają.

I tak sobie myślę, że przypadek nadal sprawuje nade mną pieczę. I nawet jak złośliwie ustawia na parkingu przy ulicy, którą właśnie idę sobie z babcią, czerwony cud niemieckiej motoryzacji, to reaguję uśmiechem i sprawdzeniem jego tablic, tak na wszelki wypadek. I choć przygoda skończyła się szybciej niż zaczęła, to już zawsze będzie wywoływać kilka ciepłych wspomnień, reszta przepadnie w ciszy i zapomnieniu, pozostawiając za sobą kilka wniosków na przyszłość i wiarę we własne szczęście, choć tragizm i komizm życia to bliźnięta, drogi biorące początek z tego samego miejsca, a surowy dramat na koniec wydobywa na jaw to samo, co trywialna groteska.

I dziwię się sobie, Panie Bohumile, że w momencie, gdy wydarzyło się tyle rzeczy, mi brakuje słów, by w jakikolwiek sposób móc to opisać, wyrazić, przedstawić czy zapamiętać historię albo osobę, która wywołała we mnie, obudziła cały wachlarz emocji, uczuć i odczuć… pokazując mi, że mogę poczuć wszystkie, oprócz nienawiści. Ale za to nie brakło mi spokoju.

I właśnie spokoju życzę wszystkim z okazji zbliżających się wielkimi krokami świąt. I tym, którzy wierzą, i tym, którzy nie potrafią albo nie chcą uwierzyć, bo tylko spokój nas ratuje w sytuacjach kryzysowych, takich jak na przykład tkwienie ponad dwóch godzin w kolejce, żeby kupić kawałek ciasta, które lubi mój brat. A zaraz po spokoju, życzę wszystkim umiejętności czerpania radości z obecności innych ludzi.

I chyba o to chodzi w tych świętach. Ale ja się tam nie znam, ateizm przecież wyssałam z mlekiem babci.

I nie ma tego złego… co by mi nie wyszło.

23, Grudzień, 2006 Posted by | Kdo jsem | Dodaj komentarz

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.