Milý pane Bohušku…

czyli listy do Hrabala

coś się kończy, coś zaczyna…

Miły Panie Bohuszku, dopiero późne popołudnie, a już za oknem robi się coraz głośniej, coraz huczniej, coraz bardziej wybuchowo, a we mnie w środku na odwrót, coraz ciszej, coraz spokojniej, coraz przyjemniej. Leżę sobie w łóżku, już przytomniej niż wczoraj czy nawet jeszcze dzisiaj rano, już bez rozpalonego czoła, już łatwiej mi się oddycha, już wraca mi dobry humor i chęci do zmajstrowania czegoś dziwnego. A to znaczy, że mój mały układ immunologiczny powoli zaczyna walczyć z tym, co się przedostało do środka, powoli wytacza swoje działa i wyrusza na wojnę z bakteriami i wirusami, z tym, co we mnie niepotrzebnie siedzi. Chwilę rozmawiam z babcią, dziękując przy okazji, że się pojawiła i była, gdy tego potrzebowałam, dawała wesprzeć się na swoim ramieniu albo rozśmieszała, albo pozwalała na sobie wyładować wkurwienie na świat. Odrzucam kilka awaryjnych propozycji sylwestrowych, bo i tak na zabawę nie mam ani sił, ani ochoty. Za to z ochotą pałaszuję olbrzymią trzystugramową białą milkę z dużymi orzechami, rozkoszując się każdą, olbrzymią kostką. I tak czekam na koniec, rozmawiając przy okazji z pewną przyjazną duszą, która o dziwo dotrzymuje mi dziś towarzystwa.

[...]

I tak, Panie Bohumilu, rozmawiałam sobie dość długo, potem nadrobiłam część zaległości blogowych i tak jakoś czas szybko mijał w dobrym towarzystwie, że już nie zdążyłam wczorajszej nocy zrobić podsumowania. I tak teraz sobie myślę, nad starym już rokiem… i tak sobie myślę, że przyjazna dusza ma rację, że uciekamy przed tym, czego najbardziej pragniemy.

W tamtym roku pierwszy raz straciłam do tego stopnia kontrolę nad własnym życiem, że sięgnęłam dna, że zatraciłam całkowicie chęć życia, że wpadłam w stan bezemocjonalnego dryfowania przez życie, wykonywania tylko tego, co mi narzucone z góry, bez żadnej wewnętrznej motywacji, bez celu, bez radości czy nienawiści. A potem długo i powoli uczyłam się znów chodzić, jeździć, uśmiechać i cieszyć życiem.

Ale też w tamtym, starym już roku, choć raz, choć przez chwilę przestałam uciekać, przez chwilę sama goniłam własne szczęście, zostawiając ukochanego Czułego Barbarzyńcę jako zakładnika i przewodnika. Obudziłam się i znowu zaczęłam gonić nierealnego skrzydlatego ptaka: szczęście, to jest taki ptak, który sobie śpiewa tak: złap mnie pan za ogon, złap mnie pan za ogon, złap mnie pan za ogon, złap. Chyba pierwszy raz w życiu. I pierwszy raz w życiu zrozumiałam, że też potrafię być naprawdę toksyczna, że jeszcze wiele nauki przede mną, że też popełniam błędy i to większe, niż mi się wydaje, że tracę zaufanie szybciej niż mi się kiedyś wydawało i że nie potrafię oddzielić fizyczności od emocji, że też jestem wtórnym narcyzem. I też potrafię ranić, nie tylko siebie, ale i innych, i że odpuszczam szybciej, niż by się komukolwiek wydawało, że jak każdy baran szybko się rozpalam i równie szybko tracę zapał. Przykre, ale prawdziwe i chyba tak już zostanie, mój ogień jest wielki, wybucha nieoczekiwanie z ogromną siłą, ale jak nie dokładam do niego drewna, to równie szybko go potrafię zdusić i opanować. Ale ten ogień czasem jest potrzebny, oczyścił moje życie, oczyścił relację z najbliższymi, ostudził nieco mój idealizm i sentymentalizm.

Właśnie wyczyściłam pamięć, komputer wyczyścił się sam przypadkowym formatem. Poskładałam to, co warte zapamiętania i schowałam do najgłębiej schowanej skrzyneczki, której już pewnie nigdy nie otworzę i żegnam się z nią, bo ta rzeka już przepłynęła, bo dwa razy do jednej rzeki nie zwykłam wchodzić, tak z zasady, dobrej zasady. Składam do skrzyneczki, bo ważne rzeczy i ważne wydarzenia w moim życiu zasługują na odpowiednie pożegnanie. Ta osoba nauczyła mnie więcej niż komukolwiek, mi czy jej, może się wydawać. A w głowie zostawiam tylko nową siebie, bardziej asertywną, bardziej rozbudzoną do życia i wnioski z przygody. Wnioski na przyszłość.

A ta zaczyna się rysować w coraz jaśniejszych barwach. Bo niech Pan sobie wyobrazi, Panie Bohumile, że w końcu udało mi się uporać z zaległą i spędzającą mi nie raz sen z oczu, pracą magisterską, która mnie zdążyła kilkakrotnie przerosnąć. I za jakiś czas, niech Pan trzyma kciuki za mnie, będę mieć następny tytuł na koncie i zamknięty następny etap swojego życia. Zaczyna się rysować w coraz jaśniejszych barwach, bo znów mam cele, bo znów mam spokój ducha i znów patrzę jasno w przyszłość wyłapując to, co dla mnie ważne.

I szukając głupich rzeczy popełnionych w tamtym roku, przypominam sobie uśmiech dwóch pań, które dostały kiedyś nad ranem na ulicy ode mnie po róży, bo jakoś tak wyszło. I robi mi się ciepło, bo w ten sposób obcojęzyczne kobiety cieplej pomyślą o naszej stolicy. I tak najgorszy i najbardziej niezrozumiały poranek w moim życiu, gdy pożegnałam się już ostatecznie z wiarą i nadzieją, nabrał zapachu tych żółtych róż i ciepła tych dwóch uśmiechów i mojego wypowiedzianego ciepłym i pewnym głosem Have a nice day. I choć nie mam pojęcia dlaczego czasem robię dziwne rzeczy, to wiem jedno – robię je w jakimś celu, choć sama czasem nie do końca potrafię go sprecyzować. A może to przypadek ciągle pociąga za sznurki? Nawet jeśli, to robi to tak, by mi było dobrze.

I wie Pan co, Panie Bohumile? Z niecierpliwością czekam na to, co mi przyniesie w tym Nowym Roku, słuchając jednego z bliskich, którzy odeszli w tamtym roku…

Chodźmy tam, gdzie nas oczy poniosą
Chodźmy tam, gdzie niełatwy jest czas.
Czas zieleni, łez i rosy
Czas innego, nowego dnia.
Zabierz wszystkie własne myśli
Zabierz swego szczęscia łut.
Tam, gdzie wszystko jeszcze dla ciebie
Czekaj dnia, przyjdzie znów.


W Twoich oczach dwa ogniki,
Już zwiastują, znaczą cel.

Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z Tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz – odpowiedz!

Świecie nasz -
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz -
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz -
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz -
Daj nam radość, której tak szukamy!
Świecie nasz -
Daj nam płomień, stal i dźwięk!
Świecie nasz -
Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy!
Świecie nasz -
Daj pokonać każdy lęk!
Świecie nasz -
Daj nam radość blasku i odmiany!

1, Styczeń, 2007 Posted by | Kdo jsem | Dodaj komentarz

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.